„Spotkałem się z kolegą, bo kolega jest od tego i wypada czasem spotkać się z nim…” jak to śpiewają Maleńczuk z Waglewskim, a nazajutrz, jak zwykle po takich spotkaniach, skompletowałem dużą torbę brązowych opakowań szklanych. Modne jest ostatnio słowo „ekologia”, co głównie się przekłada na lepszą sprzedaż produktów opatrzonych hasłem „produkt ekologiczny”, mających z ochroną środowiska tyle wspólnego co tęcza z odchodami psów naszych sympatycznych sąsiadów, oraz na duże profity dla hipisów przypinających się do drzew z żądaniem haraczu za odpięcie i umożliwienie wykonywania np. Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad jej statutowych obowiązków. Postanowiłem więc pójść z duchem czasu i zatroszczyć się o naszą Matkę Ziemię oddając butelki do sklepu.
Pierwszy napotkany problem to odnalezienie na butelkach informacji, czy butelka jest zwrotna, czy może została pozbawiona możliwości reinkarnacji w wyższy byt, jakim niewątpliwie jest butelka pełna pysznego piwa. Problem był oczywiście niemały biorąc pod uwagę ilość opróżnionych dnia poprzedniego flaszek. Udało mi się po dłuższym czasie wyodrębnić grupę 10 sztuk, które nadawały się do zwrotu. No to do Grossa na Petofiego…
W sklepie po odstaniu w krótkiej kolejce pierwsze rozczarowanie… Butelki ekspedientka oczywiście chętnie przyjmie, ale pod warunkiem okazania paragonu potwierdzającego zakup piwa w tym sklepie. Po powrocie do domu okazało się, że przypadkowo mam jakiś paragon z Grossa na kilka piw kupowanych z innej okazji. Starożytni Rzymianie zwykli mawiać: adversae res admonent religionem, czyli przeciwności uczą pobożności, więc z należytą pobożnością udałem się drugi raz do sklepu.
Przesympatyczna ekspedientka ponownie zafundowała mi rozczarowanie, tym razem już z lekką domieszką irytacji. Okazało się bowiem, że owszem przyjmie butelki po czterech Żywcach, natomiast ja w torbie miałem sześć butelek po Żubrze, przy którym to podobno dobrze jest posiedzieć i cztery po niepasteryzowanym Ciechanie, przy którym siedzi się jeszcze lepiej. Odszedłem więc z kwitkiem …i butelkami.
Wspomniane piwo z Ciechanowa sprzedawane jest w naszej okolicy jedynie w „bunkrze”, czyli sklepie z alkoholem, cygarami i fajkami wodnymi przy skrzyżowaniu Reymonta z Wólczyńską. Jest to sklep wręcz idealny nie tylko z uwagi na asortyment, ale również i na godziny urzędowania, gdyż czynny jest on zawsze kiedy się na jakąś imprezę wybieramy i często jak z niej wracamy. Udałem się więc tam licząc, że nie będę musiał potwierdzać miejsca zakupu Ciechanów. Niestety jednak fakt, że ja wiem jakie piwo było w tych butelkach nie wystarczy, aby sklep je przyjął. Wystarczy, że z butelki odklei się firmowa etykieta, a straci już ona bezpowrotnie swą „zwrotność”. Podobno producent nie przyjmuje butelek bez etykiet, bo to mogą być butle po innym piwie. Hmm… jestem człowiekiem światłym i odebrałem solidną kindersztubę, więc pamiętam nauki ojca, że alkoholi nie wolno mieszać.
Tak więc dwie bez naklejek trzeba spakować do torby. Butelek ci u nas dostatek, ale przyjmę i te dwie nagie… wraz z 50. groszami za dwie pozostałe.
Wróciłem do domu i popatrzyłem na torbę pełną butelek. Jak to dobrze, pomyślałem, że wszystkie możliwe instytucje państwowe i samorządowe wraz z wszelkimi instytucjami Unii Europejskiej dbają o środowisko zarzucając nas nowymi przepisami, bo mi się znowu odechciało. Oczywiście butelki wyniosłem do czerwonego śmietnika z napisem „Recykling Mix”, ale nie mam zamiaru wnikać na czym to polega. Boję się, że tylko na tym, że opłaty za wywóz śmieci są wyższe, niż przed tą całą modą na ekologię.